Tylko nie przekręć tytułu!
Na jedną bierz dwie szklanki mąki, łyżkę mieszanki suchego
oregano z bazylią, soli łyżeczkę wymieszaj na sucho w garnku. Do szklanki nalej
wody ciepłej z kranu – do połowy, do tego wkrusz pół kostki drożdży i dosyp
łyżeczkę cukru. Poczekaj chwilkę, może dwie, będzie łatwiej mieszać na gładko.
Po dobrym rozbełtaniu wlej do suchego w garze. Mieszaj ręką, wyrabiaj chwilkę,
dolej oliwy dwa duże chlusty (im więcej oliwy, tym bardziej chrupiąca pizza).
Wyrabiaj do chwili, aż zabierzesz całą mąkę, a ciasto nie będzie zostawiać
śladów na garnku – w razie potrzeby, gdy ciasto lepi się niemiłosiernie dosyp
łyżkę, dwie mąki, lub gdy suche jest i nie staje się błyszczące - dolej ciepłej
wody łyżkę, dwie. Ostatecznie powinno
się z wyrobionego ciasta dać ulepić kulę. A potem poczekać pół godziny, aż
podrośnie w cieple, ale jak nie ma czasu i wszyscy głodni, można to sobie
odpuścić, pizza będzie mniej puszysta, ale jeśli drożdże są świeże, nie będzie
płaska, o nie!
Po podrośnięciu kulkę rozpłaszczyć i rozciągnąć odrobinę,
ułożyć na środku posmarowanej lekko masłem blaszki do pizzy (najlepsza z
dziurkami, od biedy można na każdej innej, nawet na dużej w piekarniku, ale ta
z dziurkami pomaga w upieczeniu chrupiącej pizzy). Rozwałkować od środka na zewnątrz małym
wałeczkiem, jak go nie ma, wystarczy wygnieść ciasto dłonią. Po rozpłaszczeniu
pizzy na całej blaszce rozsmaruj na niej dłonią kapę oliwy. To pomoże jej nie
rozmoknąć od nadzienia. Teraz dopiero można ją uzupełnić o to, co nam przyjdzie
do głowy. Ja tym razem dałam mozarellę, peperoni, pomidorki koktajlowe oraz
bazylię i oregano mrożone (idealny pomysł na przechowanie smaku i zapachu
ziół).
Byli tacy, co jedli bez ketchupu, po włosku. Bez skojarzeń.
